poniedziałek, 1 września 2014

Robin Williams- wspomnienie...

Są takie odejścia, w przypadku których brakuje słów. Właśnie tak czuję się od 11 sierpnia, od dnia śmierci Robina Williamsa. Piszę te słowa ze ściśniętym gardłem bo był aktorem, którego kochałam. Szczyt jego kariery zbiegł się z okresem gdy bywałam w kinie częściej niż kiedykolwiek później. Dekada między rokiem 1987 a 1997 czyli 10 lat między 15 a 25 rokiem życia. Najważniejsze życiowe decyzje i wybory. Liceum, początki pracy w radiu, matura, wybór kierunku studiów. Właśnie wtedy widziałam w kinie Good Morning Vietnam Barry’ ego Levinsona, Stowarzyszenie umarłych poetów Petera Weira, The Fisher King Terry’ ego Gilliama, Przebudzenie Penny Marshall, Hooka Stevena Spielberga. Również Mrs Doubtfire Chrisa Columbusa czy w końcu oskarową kreację w Good Will Hunting Gusa Van Santa. No i wreszcie Jakuba kłamcę Petera Kassovitza. Dramat kręcony w Polsce, w Piotrkowie Trybunalskim jesienią 1997 roku...