wtorek, 3 maja 2016

Hans Zimmer Live On Tour 2016

Od kilku tygodni obserwuję europejską trasę koncertową Hansa Zimmera. Trasę, która na przełomie kwietnia i maja dotarła do Polski. Hans Zimmer Live On Tour 2016 to trzy polskie miasta, Gdańsk, Łódź oraz Kraków. W niedzielę 1 maja byłam na koncercie Mistrza w łódzkiej Atlas Arenie i ciągle pozostaję pod jego ogromnym wrażeniem. Bywałam na różnych koncertach. W Atlas Arenie widziałam m.in. Toto i Petera Gabriela, ale nigdy dotychczas nie widziałam tak gigantycznej produkcji jeśli chodzi o zaplecze realizacyjne. Zazwyczaj jest przecież tak, że poszczególne elementy tworzywa filmowego, w tym muzykę, traktujemy bardzo selektywnie. Muzyka pozostaje muzyką. Słuchając ulubionej ścieżki dźwiękowej widzimy oczami wyobraźni jej kompozytora, ale nie mamy wiedzy o tym, jak wyglądała sesja nagraniowa i że wzięło w niej udział około setki muzyków, w tym kilkudziesięcioosobowa orkiestra, chór etc. Jednak wszystko zaczyna się od wyprawy do kina. W tych dniach dotarło do mnie, że moje pierwsze spotkanie z muzyką Hansa Zimmera miało miejsce 25 lat temu.


Pierwszy film z muzyką Zimmera, który obejrzałam to "Thelma& Louise" Ridleya Scotta. Przełom maja i czerwca 1991 roku. Moja matura, od której mija właśnie 25 lat. Pamiętam, że dramat z życiowymi kreacjami Susan Sarandon oraz Geeny Davis obejrzałam w nieistniejącym od wielu lat kinie Atut przy ul. Nawrot w Łodzi. Na widowni może z pięć osób, stare trzeszczące fotele w pajęczynach i ten jeden film, który zapamiętałam na całe życie. Prawie każdy ważny film z mojego życia związany jest z jakimś kinem, którego już nie ma...Niedługo po premierze udało mi się kupić soundtrack "Thelmy i Luizy" na kasecie magnetofonowej. To była wersja z piosenkami z filmu. W zestawie pojawiła się tylko jedna oryginalna kompozycja, "Thunderbird" Zimmera z Petem Haycockiem na gitarze. Chodzi oczywiście o forda thunderbirda, którym podróżowały bohaterki filmu i który w ostatnich scenach filmu wykonuje niezapomniany lot nad Wielkim Kanionem. Scena zatrzymana w kadrze, tak samo wielka i przejmująca jak ostatnia scena z westernu "Butch Cassidy i Sundance Kid" z Paulem Newmanem oraz Robertem Redfordem.

To niesamowite, bo kiedy spoglądam na całą twórczość Hansa Zimmera z dzisiejszej perspektywy to widzę ponad trzy dekady niezwykłej kariery, która ani na chwilę nie zwolniła tempa. Są w karierze Zimmera takie dokonania, które bym nazwała kamieniami milowymi. Jestem pewna, że nie jest to wyłącznie moja opinia. Myślę, że gdyby zorganizować głosowanie wśród fanów to wielu z nas zwróciło by uwagę na kluczowe tytuły w dorobku Artysty i to by były bardzo podobne typy. Nigdy nie zapomnę jakie wrażenie zrobił na mnie "The Lion King" w 1994 roku. To bez wątpienia kultowa animacja dla pokolenia dzisiejszych 30-latków. Film, który w wielu aspektach był autentycznym mistrzostwem świata. I pierwszą produkcją dla najmłodszych, która z powodzeniem połączyła animację tradycyjną z najnowszymi osiągnięciami animacji cyfrowej. Nigdy przedtem żadna animacja nie osiągnęła takiego realizmu. "Król Lew" był filmem na wskroś epickim. Galopujące stado antylop w scenie śmierci Mustafy to kino, które zapamiętuje się na całe życie. Pięćdziesiąt procent siły tej sceny bierze się z muzyki Zimmera. To na ekranie scena tak samo wielka jak otwierająca film sekwencja z "Circle Of Life" Eltona Johna. Efekt kamery objeżdżającej dookoła małego Simbę - nie do zapomnienia. Pamiętam, że po premierze "The Lion King" wśród krytyków zawiązała się publiczna debata o tym, czy film animowany może być dziełem tej rangi, co film fabularny. "Króla Lwa" i jego przesłanie porównywano wówczas między innymi do "Hamleta".

Równie ważnym soundtrackiem w twórczości Zimmera jest dla mnie "Gladiator". Kolejne spotkanie kompozytora z Ridleyem Scottem i tutaj nasuwa mi się refleksja, że poza autentycznym talentem Hans Zimmer miał od początku niesamowite szczęście. Spotkał bowiem na swojej drodze co najmniej kilku wybitnych filmowców. To również dzięki nim Artysta plasuje się dzisiaj w czołówce najbardziej zapracowanych kompozytorów światowego kina. Na pewno nigdy nie zapomnę "Helikoptera w ogniu", jeszcze jednego wielkiego filmu w dorobku wspomnianego tandemu autorskiego. Do dziś pamiętam obie premiery w łódzkim Bałtyku. Muzyka z "Gladiatora" jest dla mnie chyba najbardziej niesamowita w tych momentach, w których słyszymy Lisę Gerrard. Natomiast "Black Hawk Down" to przede wszystkim genialne zdjęcia Sławomira Idziaka, które w połączeniu z takimi tematami jak choćby "The Weapon – Hunger" stanowią dla mnie kwintesencję wielkiego kina. Takiego, po którym widz wychodzi z seansu na nogach z waty i długo jeszcze nie docierają do niego bodźce świata zewnętrznego. To takie kino, w którym można się całkowicie zatracić. Myślę, że równie ważna okazała się współpraca Zimmera z Christopherem Nolanem. To jeszcze jeden wielki duet reżyser- kompozytor. Kocham "Incepcję" bo poza muzyką i nowatorską fabułą stanowi dla mnie arcydzieło w warstwie montażowej. Trudno wyobrazić sobie ten obraz bez dźwięków wyczarowanych przez Zimmera. To samo mogę powiedzieć o "Interstellar", filmie wybitnym i bardzo niedocenionym, pominiętym w oscarowych nominacjach, czego zupełnie nie mogę zrozumieć.

I tutaj wracam do Atlas Areny, bo muzyka z filmów Nolana to dla mnie najmocniejszy akcent niemal 3- godzinnego show, którego długo nie zapomnę i który całkowicie zmienił moje wyobrażenie na temat tego rodzaju koncertów. Być może dlatego, że większość kompozytorów filmowych przyzwyczaiła nas do tradycyjnego, symfonicznego brzmienia. Koncerty tego rodzaju to zazwyczaj orkiestra pod batutą kompozytora, natomiast Zimmer zaproponował swoim fanom coś kompletnie innego. Od lat znamy go z tego, że z powodzeniem łączy typowe brzmienie orkiestry z elementami muzyki elektronicznej i nowymi technologiami. Po raz pierwszy zobaczyłam koncert kompozytora, który potrafi zaaranżować muzykę na orkiestrę symfoniczną, 35- osobowy chór, solistów oraz zespół, który poza typowo rockowym instrumentarium (gitary, bas, perkusja) tworzą również skrzypce, wiolonczela (zarówno ta tradycyjna jak również elektryczna), flet, akordeon, pianino i oczywiście instrumenty klawiszowe. To wszystko w połączeniu ze spektakularną oprawą świetlną przeniosło fanów w inny wymiar. Myślę, że klucz do popularności trasy Hans Zimmer Live On Tour 2016 to również fakt, że kompozytorzy filmowi koncertują stosunkowo rzadko. Z założenia ich praca polega przecież na czymś zupełnie innym. Sytuacja kompozytora filmowego zmienia się w momencie, w którym jego soundtracki zaczynają żyć własnym życiem, w oderwaniu od obrazu. Osiągają wysokie pozycje na listach sprzedaży lub zdobywają nominacje do Oscarów. Hans Zimmer osiągnął jedno i drugie już dawno. Na dodatek doskonale pamięta ile znaczy radość grania muzyki, nie tylko jej tworzenia. Nie możemy zapominać, że muzyczny rodowód Zimmera to nie tylko współpraca z kompozytorem filmowym Stanleyem Myersem. To również m.in. brytyjska grupa The Buggles, która w 1979 roku wylansowała wielki przebój "Video Killed The Radio Star". Zimmer mieszkał wówczas w Londynie i w wielu wywiadach wspomina tamte doświadczenia z sentymentem. Przede wszystkim ze względu na możliwość grania z wieloma utalentowanymi muzykami. Mam wrażenie, że ten rodzaj doświadczeń i radość wspólnego grania są Zimmerowi ciągle potrzebne. Poza autentyczną maestrią warsztatową, którą było widać w każdej minucie koncertu kompozytor podbił nasze serca bezpośrednim i niezwykle ciepłym podejściem do swoich fanów. Choćby za sprawą takich wspomnień, jak geneza powstania utworu "Aurora", kulisy współpracy z Chrisem Nolanem czy w końcu okoliczności śmierci Heatha Ledgera, niezapomnianego Jokera z "Mrocznego rycerza". To był również głos Artysty w ważnej sprawie, ponieważ "Aurorę" dedykował nie tylko ofiarom szaleńca z małego miasteczka w stanie Kolorado, ale również ofiarom zamachów terrorystycznych w Paryżu i Brukseli. W tamtym momencie chyba wszyscy na widowni poczuli to samo. To, że staliśmy się częścią przesłania dla świata...

Na koniec nie mogłabym nie wspomnieć o fantastycznym nagłośnieniu. Nie po raz pierwszy przekonałam się, że koncerty w Atlas Arenie mają genialną akustykę. Myślę, że brzmienie, które udało się osiągnąć podczas niedzielnego koncertu powinno było zadowolić nawet najbardziej wybrednych audiofilów. Brawa dla całej ekipy! Poniżej załączam program muzyczny całego koncertu oraz nazwiska artystów towarzyszących Zimmerowi. (fot. Eventim.pl)

HANS ZIMMER - ATLAS ARENA 01.05.2016 - SETLISTA

1. Driving - Driving Miss Daisy
2. Discombobulate - Sherlock Holmes
3. Zoosters Breakout - Madagaskar
4. Roll Tide - Crimson Tide
5. 160 BPM - Angels And Demons
-----
GLADIATOR - medley
6. The Wheat
7. The Battle
8. Elysium
9. Now We Are Free
-----
10. Chevaliers de Sangreal - Kod Da Vinci
-----
THE LION KING - medley
11. Circle Of Life - intro
12. Under The Stars
13. This Land
14. Circle Of Life - outro
-----
PIRATES OF THE CARIBBEAN - medley
15. Jack Sparrow
16. At Wit' s End
17. Up Is Down
18. He' s A Pirate
-----
19. You' re So Cool - True Romance
20. Main Theme - Rain Man
21. What Are You Going to Do When You Are Not Saving the World? - Man Of Steel
22. Journey To The Line- The Thin Red Line
23. The Electro Suite - The Amazing Spider Man 2
-----
THE DARK KNIGHT - medley
24. Why So Serious?
25. Fear Will Find You
-----
26. Aurora - In remembrance of Aurora
-----
INTERSTELLAR - medley
27. Day One
28. Cornfield Chase
29. Where We' re Going
30. No Time For Caution
31. Stay
-----
INCEPTION - medley (bisy)
32. Dream Is Collapsing
33. Mombasa
34. Time


Kompozytorowi towarzyszyli m.in.
Czeska Narodowa Orkiestra Symfoniczna, chór, Czarina Russell i Lebo M (soliści), Andrew Kawczynski i Aleksander Milwiw Baron (gitary), Satnam Ramgotra (instrumenty perkusyjne),  Yolanda Charles (gitara basowa), Ann Marie Calhoun (skrzypce), Tina Guo (elektryczna wiolonczela), Nick Glennie-Smith i Steve Mazzaro (instrumenty klawiszowe)