niedziela, 9 października 2016

Ostatnia rodzina - reż. Jan P. Matuszyński (2016)

„Ostatnią rodzinę” debiutanta Jana P. Matuszyńskiego obejrzałam kilka dni temu. Ale potrzebowałam czasu, by uwolnić się od emocji związanych z tym obrazem i spojrzeć na historię rodziny Beksińskich trzeźwym okiem, jeśli to w ogóle możliwe. Bo recenzje tego obrazu są skrajnie różne. Kością niezgody okazał się filmowy wizerunek Tomasza Beksińskiego. Dlatego od samego początku mam wrażenie, że odbiór tego filmu, a co za tym idzie ocena jego wartości, zależy przede wszystkim od kontekstu. Film oparto na prawdziwych wydarzeniach więc wszystko zależy od tego, na ile ten świat znaliśmy. Słuchacze audycji Tomka spojrzą na ten film inaczej, niż admiratorzy talentu Zdzisława. Jeszcze inaczej ocenią film ludzie bardzo młodzi, dla których wydarzenia przedstawione na ekranie są czasem całkowicie odległym. Nie wiem natomiast, na ile można zachować dystans, jeśli faktycznie znało się człowieka, o którym jest film. Dlatego na początek chciałam zaproponować zupełnie inny odbiór tego obrazu. „Ostatnia rodzina” widziana jako dzieło autonomiczne, niezależne od faktów.