American Sniper - reż. Clint Eastwood (2014)

American Sniper Clinta Eastwooda nie trafił jeszcze do normalnej dystrybucji, a już stał się dziełem mającym szansę pobić wszelkie możliwe rekordy kasowe za Oceanem. Chyba jestem podekscytowana, bo czekałam na ten tytuł od dawna i z niecierpliwością. Oczywiście głównie ze względu na wspomnianego Eastwooda. Film udało mi się zobaczyć jeszcze przed ogłoszeniem Oskarowych nominacji. Miałam ciche marzenie by znalazł się w gronie wyróżnionych tytułów i nominacje są. Równocześnie zdaję sobie sprawę, że to kino wyjątkowo trudne, chwilami wstrząsające. Takie, którego nie można zapomnieć. Z oczywistych względów podzieli widzów na entuzjastów i przeciwników...  

 
Obraz jest ekranizacją autobiografii Chrisa Kyle’a. Nieżyjącego już żołnierza Navy SEALs, który okazał się najbardziej ‘skutecznym’ snajperem w militarnej historii Ameryki. Oczywiście mamy do czynienia z postacią kontrowersyjną. Dla jednych Kyle jest bohaterem, dla innych zwykłym mordercą, który podczas czterech misji w Iraku nie wahał się strzelać do kobiet i dzieci. Ale Eastwood nie ocenia. Pokazuje legendarnego ‘Diabła z Ramadi’ w ekstremalnych sytuacjach nie oczekując, że go zrozumiemy i pokochamy. I na tym polega największa wartość filmu. Na ukazaniu świata, który uczyniliśmy piekłem na Ziemi. I w tym piekle obowiązują inne reguły gry. Najmocniejsze są te sceny gdy twórcy wykorzystują kamerę subiektywną. Patrzymy przez pryzmat celownika rewelacyjnego Bradleya Coopera, który trzeci rok z rzędu otrzymał Oskarową nominację. I jest to nominacja jak najbardziej zasłużona. Te poprzednie to kreacje w genialnych komediodramatach Davida O. Russella czyli American Hustle oraz Silver Linings Playbook. Ale rola u Eastwooda jest zupełnie inna, mniej ekspresyjna. Wydaje się oderwana od rzeczywistości i chyba o taki właśnie wizerunek chodziło Eastwoodowi. O pokazanie Kyle’a jako faceta, który podczas pierwszej misji wydaje się twardzielem bo nie widzimy jego emocji. Ale ten wizerunek pęka, widzimy to za każdym razem gdy bohater Bradleya Coopera wraca z misji do domu. Wraca jedynie w sensie dosłownym...
Dokładnie 10 lat temu Eastwood miał Oskarowe nominacje za Million Dollar Baby. Dramat z Hilary Swank otrzymał statuetki w kilku najważniejszych kategoriach. I mimo, że na pierwszy rzut oka są to zupełnie inne filmy, ja widzę podobieństwa. Mam tu na myśli emocjonalną trampolinę dla widza. Pytania co do etyki podejmowanych działań w sytuacjach, które z oczywistych względów nas przerastają. Tak jak wtedy gdy na celowniku pojawia się dziecko z granatnikiem przeciwpancernym, który za chwilę może zabić wiele osób. Po obejrzeniu tego filmu niejeden widz wyjdzie z kina przytłoczony. To kino surowe w stylistyce, które robi ogromne wrażenie przy wykorzystaniu prostych środków wyrazu. Prawie pozbawione muzyki, co uderzyło mnie chyba najbardziej. Bez patosu, taniego sentymentalizmu. Tak jakby chodziło o to, by wydawało się jeszcze bardziej prawdziwe. Zdziwiło mnie tylko jedno. Brak Oskarowej nominacji dla Eastwooda za reżyserię...


KD dla Radionewsletter 21.01.2015
fot. American Sniper- reż. Clint Eastwood (Warner 2014)