Wspominając Tańczącego z Wilkami - głos w sprawie...

Złożyłam swój podpis na liście otwartym do Premiera. W sprawie Tybetu. Podpisałabym się chętnie na podobnej liście w sprawie Indian Lakota, którzy walczą o niepodległą republikę na terenie kilku stanów USA. Ale czy taka lista w ogóle powstała? Zawsze uciekałam od polityki. I nadal to robię. Chcę tylko pomóc w ocaleniu innych światów. Na miarę moich małych możliwości. Tym jednym podpisem...

Kino pozwala nam poznać światy, które nie zawsze mamy szansę zobaczyć na własne oczy. Czasem to takie zwykłe rzeczy. Oddech przestrzeni. Bezkres nieba. Ciągle wydaje mi się prawie niemożliwe, że istnieją takie miejsca, jak w Tańczącym z Wilkami Kevina Costnera. Chyba już kiedyś wracałam tutaj do 1991 roku. Miałam 19 lat. Pewnie już nigdy żaden film nie zrobi na mnie takiego wrażenia... Po raz pierwszy zetknęłam się wtedy z anty- westernem, bo tak nazywał się cały nurt filmów demitologizujących historię Dzikiego Zachodu. Nabyłam sporo książek o Indianach. Fascynowałam się bitwą pod Little Big Horn, w której połączone siły Indian rozbiły w proch armię pod wodzą generała Custera. Czytałam o zagładzie bizonów. Straszne. Masowe polowania to nie wszystko. Ich los przypieczętowało coś zdecydowanie bardziej podstępnego. Budowa kolei. Wielkie Równiny poprzecinane torami. Dom, który stał się więzieniem. Pamiętacie scenę z bizonami z filmu Costnera? Zapierająca dech. Mnie co prawda przeraża zabijanie i unikam mięsa, ale tutaj to miało inny wymiar. Dla Lakotów i innych szczepów bizony były wszystkim. Stanowiły pożywienie, ubranie, materiał do budowy wigwamów. Były symbolem życia, siły, trwania. Obok Dances With Wolves obejrzałam całą masę westernów o podobnej tematyce. Małego wielkiego człowieka Arthura Penna na podstawie wspaniałej książki Thomasa Bergera, Niebieskiego żołnierza Ralpha Nelsona. Te filmy zawsze będą dla mnie ważne...Czy Great Plains, choćby te z terenów Dakoty Północnej i Południowej, mogą zostać ocalone dla jej prawowitych mieszkańców? Tych ściśniętych w barakach takich rezerwatów jak Pine Ridge? Pewnie nic z tego nie będzie. Przeczytałam gdzieś niedawno, że Ameryka to kraj rasistów i hipokrytów. Bardzo mocne słowa. Nie mnie oceniać takie rzeczy, ale dało mi to do myślenia...
I w końcu nic nie napisałam w sprawie Tybetu. Idę słuchać Petera Gabriela z filmu Rabbit-Proof Fence. To jakby w temacie, bo dramat Philipa Noyce’ a opowiadał o Aborygenach. Ich los był w pewnym momencie bardzo podobny do Indian...






fot. Dances With Wolves (Orion Pictures, Tig Productions 1990)
KD dla: Radionewsletter 1/04/2008