Brokeback Mountain (reż. Ang Lee)

Nie mogę przestać myśleć o tym filmie. Mówiono o nim wiele. Głównie, że otwiera oczy. Pisano też ‘gejowski western’, co uważam za mało subtelne i uproszczone. Sugerujące, że mamy do czynienia z dziełem dla wąskiej grupy odbiorców. A to jest film dla wszystkich... 



Jest u Anga Lee scena, kiedy Ennis znajduje koszulę, która należała do jego przyjaciela. Emocjonalna kulminacja całej historii. Byłam na seansie w sali wypełnionej do ostatniego miejsca. I w tym jednym momencie na widowni zaległa kompletna cisza. Bo wszyscy kogoś tracimy. Prędzej czy później to doświadczenie staje się udziałem każdego z nas. Zostają nam wspomnienia i przedmioty. Czasem maleńkie drobiazgi, będące zapachem człowieka, którego kochaliśmy i którego już nie ma. Po wyjściu z kina nie rozmawiałam z nikim przez kilka godzin. Myślałam o ważnych dla mnie ludziach. Między innymi o moim Dziadku, który odszedł jak miałam 11 lat. Po 23 latach w moim rodzinnym domu we wsi Naprawa na biurku Dziadka ciągle leżą zatemperowane przez niego ołówki. Był cudownym towarzyszem dziecięcych zabaw. Nauczył mnie robić konfiturę z dzikiej róży. Najlepszą na świecie. Budowaliśmy razem z klocków, a ja specjalnie dla niego wspinałam się na sam czubek starej, spróchniałej wiśni z tzw. borynką na szyi. Tam na górze były najpiękniejsze owoce. Maleńkie, stare ołówki i tyle wspomnień. Jeden film i tyle wspomnień. Ang Lee opowiada o uczuciach w sposób szalenie delikatny. Opowiada też o straszliwej samotności człowieka, który z powodu swojej inności powinien czuć się napiętnowany. Żyjemy w świecie, gdzie odmienność w masie stała się synonimem czegoś gorszego. Kochamy za to stereotypy. Te są zawsze łatwe do zaakceptowania i nie wywołują wrogiej, złośliwej ciekawości. Tak myślę sobie, że aż dziw bierze, że do Brokeback Mountain nie przyczepiły się jeszcze ‘moherowe’ władze naszego kraju. A może mnie coś ominęło w tej sprawie? Mogę być niezorientowana, bo w trosce o zdrowie psychiczne nie oglądam telewizji oraz nie czytam codziennej prasy. Wracając jednak do filmu. Kiedy wzruszam się w kinie, to dobry znak. Wiem, że stałam się o coś bogatsza. No i cieszę się bardzo, że Oscara za muzykę otrzymał Gustavo Santaolalla. A myślałam, że koniunkturalna zazwyczaj Amerykańska Akademia Filmowa znowu przyzna statuetkę Johnowi Williamsowi. Miła niespodzianka. Mimo mojego ogromnego szacunku i prawie uwielbienia dla kompozytora muzyki do tak odległych od siebie filmów, jak Lista Schindlera i Gwiezdne Wojny. Ale John ma już przecież kilka Oscarów i kilkadziesiąt nominacji. Na pewno się nie pogniewał...

KD (dla: RNL 14/03/2006, RNL 269)
fot. Brokeback Mountain (Focus Features and River Road Entertainment 2005)