Turn It On Again- powrót gigantów (Genesis)

W świecie muzyki rockowej nic nie budzi takich emocji jak szansa na reaktywację legendarnego zespołu. Po koncertach Live 8 w lipcu 2005 roku miliony fanów zaczęły spekulować na temat ponownej współpracy Rogera Watersa i Davida Gilmoura. Nielegalne kopie ich występu na rzecz głodującej Afryki obiegły światową pajęczynę w ciągu zaledwie kilku godzin. Czy marzenia o powrocie Pink Floyd mają szansę realizacji? To pytanie nasuwa się również w przypadku innej legendy. Trwa bowiem europejska trasa „Turn In On Again” zespołu Genesis.


Po wielu latach jako frontman brytyjskiej formacji oraz towarzysz Tony’ ego Banksa i
Mike’ a Rutherforda powrócił w znakomitej formie Phil Collins. 21 czerwca grupa zagrała dla 40 tysięcy polskich fanów na Stadionie Śląskim w Chorzowie. W pierwszy dzień lata, który przybywających przywitał błyskawicami i ulewnym deszczem. Refleksja nasuwająca się jeszcze przed wejściem do stadionowych sektorów to przekrój wiekowy posiadaczy biletów. Małżeństwa z dziećmi, studenci, fani po sześćdziesiątce, całe rodziny. Legenda rodzi się z czasem. Grupa odbiorców to w przypadku klasyki rocka jeden z wyznaczników jej nieśmiertelności. Jednak nawet Najwięksi nie przewidzą wszystkiego. Jak porwać moknącą publiczność w ekstremalnych warunkach pogodowych? Odpowiedź w postaci niezwykłego show przyszła natychmiast, uświadamiając nam, że ciągle mamy do czynienia z jedną z grup wszechczasów.
W latach 70- tych artystyczną klasę zespołu trudniej było zbudować niż dziś. Geniusz był wynikiem czystej i żywej muzycznej formy. Bez wsparcia technicznego danego wykonawcom współczesnym. Fenomen muzyki wynikał również z ograniczonych możliwości promocji i marketingu. Wytwórnie płytowe nie naciskały na artystów, że singiel musi mieć najwyżej 3’ 15’’, bo inaczej nie sprzeda się w radiu lub niewygodny okaże się loading na płatnych stronach internetowych. Powstawały więc jedyne w swoim rodzaju koncept albumy. Płyty- marzenia, będące efektem absolutnie bezkompromisowego podejścia do muzyki. To fakty aż nazbyt oczywiste, ale warte przypomnienia, bo dotyczące również korzeni Genesis. Zarówno tego z Peterem Gabrielem jak i z Collinsem w roli głównej. Niewielu współczesnych artystów pozwala sobie na realizację takich wydawnictw jak kiedyś. Większość z nich dostosowało się do wymagań rynku, idąc na kompromisy z firmami płytowymi, sponsorami czy w końcu z własnymi menadżerami. Być może fenomen klasyki rocka bierze się również z niedoskonałości współczesnego showbiznesu? Twórczość King Crimson czy Led Zeppelin ciągle emanuje ponadczasową mocą. Jest łykiem świeżego powietrza w świecie, w którym produkcja muzyki stała się fabryką. Fabryką, która zdominowała akt twórczej szczerości pojedynczych ludzi. W tym siła przeszłości. Stąd wzięła się niezwykła atmosfera chorzowskiego koncertu Genesis. Grupa połączyła w nierozerwalną całość najwspanialsze utwory lat 70- tych( „Ripples”, „Afterglow” ) z najbardziej przebojowymi kawałkami z lat 80- tych i 90- tych( „Home By The Sea”, „Land Of Confusion”, „Hold On My Heart” ). Zagrało jedyny w swoim rodzaju koncept album, który w połączeniu z odpornymi na burzę efektami wizualnymi zabrał nas do innego świata.
Europejska trasa Turn It On Again potrwa do połowy lipca. Z informacji na oficjalnej stronie zespołu wynika, że większość z planowanych koncertów została wyprzedana( Paryż, Londyn, Amsterdam, Lyon, Manchester ). Sukces trasy w Europie to znak, że legenda trwa, choć do autentycznej reaktywacji jeszcze daleko. Tym bardziej, że przed Genesis duże wyzwanie w postaci sierpniowych występów przed amerykańską i kanadyjską publicznością( Nowy Jork, Chicago, Los Angeles, Toronto ). Nie bądźmy jednak sceptykami. Nawet jeśli nimi jesteśmy zachowajmy więcej rozsądku niż fani pierwszego składu Genesis, którzy z miłości do Gabriela obrazili się na Collinsa. Ale to już zupełnie inny temat...

KD ( dla: Podkarpacka Agencja Prasowa 1.07.2007 )
the tour logo from EMI Records